"Byłam w liceum, gdy dowiedziałam się o ciąży". Nastolatka też może być dobrą matką!

Prawo autorskie: petro / 123RF Zdjęcie Seryjne
Prawo autorskie: petro / 123RF Zdjęcie Seryjne
Patologia, zmarnowane życie, szkoda dziecka i matki, która sama dzieckiem jeszcze jest – to tylko niektóre komentarze, jakie przychodzą na myśl o nastoletnich, młodych matkach. Patrzymy na nie z litością, pożałowaniem, czasem z potępieniem lub pogardą. Takie macierzyństwo przecież nie może być radością. A właśnie, że może!

Byłam jeszcze w liceum, gdy dowiedziałam się o ciąży. Pierwszy odruch to obliczenia, czy na pewno zdążę z maturą, to był priorytet. Zanim pozwoliłam sobie na przemyślenia dotyczące dziecka i zmian jakie nadejdą, musiałam skupić się na nauce. Z resztą, ojca mojego dziecka również czekały maturalne egzaminy. Wspólnie podjęliśmy decyzję, by o ciąży na razie nikomu nie mówić. Potrzebowałam spokoju i skupienia, a nie dramatów i czarnych chmur nad głową. Brzuch był nad wyraz litościwy, rósł powoli.

Samopoczucie? Rewelacyjne. Zresztą nie od dziś znany jest efekt pierwszego trymestru, który pozytywnie wpływa na przykład na wyniki jakie osiągają kobiety uprawiające sport profesjonalnie. Wiedzę chłonęłam hurtowo, spać praktycznie nie musiałam. Każde kieszonkowe przeznaczaliśmy na badania, które zrobić należało, a nie były przez państwo refundowane. Kino, wyjścia na jedzenie – wszystkie dodatkowe pieniądze odkładaliśmy na przyszłość.

O puszczaniu się, o wymuszaniu miejsca w autobusie na bękarta
Maturę obydwoje zdaliśmy bez najmniejszych problemów. Nadszedł więc i czas, by poinformować rodzinę, w końcu zrobić plan na życie. Bez dramatów i łez się nie obeszło, ale były również słowa wsparcia i gesty miłości. Zupełnie inaczej niż w świecie poza domem. Ile razy padły wyzwiska pod moim adresem? Ciężko zliczyć.


Ignorowałam, ale też przeżywałam. Każda z impertynencji skierowana pod moim adresem, z czasem w zaskakujący sposób zaczęła mnie wzmacniać. Dziś nie wyobrażam sobie sytuacji , która może mnie wprawić w zakłopotanie – tyle razy publicznie mnie obrażono, że moja skóra odporna jest na ciosy.

Poszukiwania siniaków pod światło
Nasza córka przyszła na świat i od pierwszego dnia rozkochała w sobie wszystkich. Bez wątpienia bez wsparcia i pomocy rodziców nasze życie wyglądało by inaczej – pomagali chociażby przy pierwszych kąpielach i spacerach. Jednak dwójka nastolatków sama w domu z niemowlęciem wymuszała wzmożone inspekcje pielęgniarki środowiskowej, których nie wspominam dobrze. Każda z rączek i nóżek, była oglądana po dwa razy. Poszukiwania siniaków pod światło. Obchód mieszkania i nieuprzejme pytania. Również wizyty w przychodni okupione były dziwnymi spojrzeniami i niepotrzebnymi komentarzami.

Życie studenckie
Na uniwersyteckie korytarze weszłam już jako matka. Nie pamiętam żadnej studenckiej imprezy, nie pamiętam studenckich kaw i plotek – nie miałam na to czasu. Czy żałuję? Niespecjalnie. Kolegia zaliczałam zawsze jako pierwsza z grupy, bo pod klasą czekała moja mama z dzieckiem, które musiałam nakarmić. Władze uczelni umożliwiły mi elastyczny tryb studiowania - były zajęcia, na które nie musiałam uczęszczać, a zaliczano je na podstawie egzaminów. Dzięki temu mogłam zajmować się moją córką. Zaprzyjaźnione osoby z uczelni podrzucały mi notatki, które nocami zapamiętywałam. Moje dziecko dało mi tak niewiarygodną motywację i determinację, że uniwersytet skończyłam z wyróżnieniem w terminie, a będąc jeszcze na studiach rozpoczęłam dobrze płatną pracę.

Zalety nastoletniej matki
Dziś, jak czytam o kobietach, które żałują dziecka przed 30stką, mogę się tylko uśmiechnąć. Ja swoje miałam jeszcze przed 20-stką i nie było dnia, bym tej decyzji żałowała. Figura po porodzie mając naście lat? Będąc na sali poporodowej mój brzuch był płaski jak przed ciążą. Organizm regenerował się w natychmiastowym tempie. Energii i siły miałam za dwoje. Zapału? Tyle co dorastająca dziewczyna, pełno. Wszystkiego musiałam się szybko nauczyć i nie było czasu na użalanie się nad sobą. Moja córka jest dziś w szkole ponadpodstawowej, podrzuca mi książki, które powinnam przeczytać. Zrobi kolację czy wstawi pranie jak jestem chora. Jest szybsza ode mnie na snowboardzie, przez co siada mi na ambicję. Od dwóch sezonów pływa ze mną na kite’cie.

„Mamo, wiesz moje koleżanki mówią, że jesteś jak jedna z nas. Tak samo mówisz i zachowujesz się” – powiedziała mi ostatnio. „Wszyscy rodzice po zebraniu myśleli, że jesteś moją siostra” – dorzuciła. A jak układają się relacje z ojcem mojego dziecka? Jesteśmy razem, nieprzerwanie od 17 roku życia.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...